• Wpisów: 416
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 18:30
  • Licznik odwiedzin: 47 593 / 2337 dni
 
brunova
 
*Ej no, musicie mi częściej życzyć weny, bo zadziałało :D Tak sobie otworzyłam Worda i powiedziałam, że go nie wyłączę, póki nie będzie tutaj odcinka, no i tak pisałam, pisałam i coś napisałam :P W Wordzie wydawał się taki długi, serio! A tutaj trochę krótki, ale wybaczcie, może się rozkręcę :D Za niedługo 1 w nocy, a ja odcinek dodaję, ależ ze mnie nocny Marek :D Miłego czytania, mówcie co sądzicie :* Enjoy!*
Gdy wróciliśmy już do hotelu, wpakowaliśmy się do windy. Nie była zbyt duża, więc nasza piątka była troszeczkę ściśnięta. Nasze pokoje znajdowały się na czwartym piętrze. Po lewej stronie korytarza był pokój mój i Natashy, obok nas Bena, a naprzeciwko, Bruna i Aylin. Ani ja, ani moja przyjaciółka nie miałyśmy za bardzo pieniędzy, żeby wynajmować osobne pokoje, z resztą tak było w porządku i co najważniejsze - taniej. Ben musiał niestety mieć  pokój samotnie, a nasza urocza parka oczywiście wspólnie.
Kiedy winda się otworzyła, wypadliśmy z niej jak ziemniaki z rozerwanego wora. Była naprawdę mała i nieprzemyślana, ale cóż, nie byliśmy w pięciogwiazdkowym hotelu. Każdy udał się do swojego pokoju. Podobał mi się ten nasz. Miał jedną, ale naprawdę dużą szafę - w końcu zmieściły się tam dwie walizki kobiecych ciuchów. Stolik do kawy, mały telewizor  dwa łóżka, pseudo kuchnię (po prostu w pokoju stała jakaś kuchenka z blatem) i oczywiście łazienkę. Byliśmy tutaj dopiero dwa dni, a mieliśmy zamiar zostać jeszcze dwa tygodnie. Cały rok oszczędzałam na te nieszczęsne wakacje, ostatecznie i tak rodzice dołożyli mi trochę gotówki. Nie było drogo, nie było też tanio ani luksusowo, ale dla mnie najważniejsze dobrze spędzić czas.
Spojrzałam przez szybę dużego okna. Nie był to piękny widok na morze, lecz na różne budynki: jakąś restaurację, piekarnię i mały sklepik. Przynajmniej mieliśmy blisko do tego typu miejsc. Słońce jeszcze świeciło, słabiej niż w godzinach szczytu, ale można było dojrzeć jego stłumione promienie za wysokim, szklanym wieżowcem. Po ulicach jeszcze kręcili się ludzie, niektórzy szli pośpiesznym krokiem, jakby dla pewności, że gdzieś zdążą, inni za to spacerowali, ciesząc się jeszcze wieczornym blaskiem słońca. Westchnęłam cicho.
- Nad czym tak rozmyślasz? - Zaciekawiła się Natasha.
- A nad niczym, tak ogólnie sobie myślę - odpowiedziałam, nie przerywając obserwowania miasta z oknem.
- Wiesz co, ja może zajrzę do Bena. - Powiedziała, jakby bardziej do siebie niż do mnie. - Zaraz wrócę, zostawiam Cię samą z twoimi myślami.
Nie odpowiedziałam, tylko przytaknęłam głową. Kiedy Natasha wyszła, odeszłam od okna i chwyciłam jakiś magazyn, przejrzałam parę stron, gdy nagle drzwi otworzyły się z hukiem. Pojawił się w nich niestety Bruno.
- Cześć dziew...oo, a gdzie Nat? - Zapytał.
- Poszła do Bena. I nie wiem czy wiesz, ale do drzwi się puka. Co by było jakbym się przebierała, albo no nie wiem, tańczyła nago? - Zapytałam nie odrywając wzroku od magazynu.
- Wtedy zasłoniłbym sobie oczy i wybiegł z krzykiem, co nie? - Zaśmiał się. - Sorry, że tak wparowałem, ale jest taka sprawa, że kibel się u nas zapchał, no i Aylin poszła zgłosić to do recepcji, a ja koniecznie muszę skorzystać, więc, mogę?
- A dlaczego nie poszedłeś na przykład do Bena? - Zapytałam odkładając pisemko.
- Bo wasz pokój jakoś jest tak centralnie naprzeciwko, no i tak jakoś wpadłem. To mogę? - Powiedział zamykając drzwi i zmierzając w stronę łazienki.
- No dobra, jak już musisz. Ale jak obsikasz deskę to sprzątasz to. - Rzekłam tak na wszelki wypadek.
- Się wie!
Zatrzasnął za sobą drzwi. Czy on musi cały czas tak głośno je zamykać? On w ogóle jest głośny, nadpobudliwy i nachalny. Od zawsze zastanawiałam się co Aylin w nim widzi. Kontynuowałam przeglądanie gazetki. Bruno nie wychodził z toalety od piętnastu minut.
- Utonąłeś w tym kiblu? - Krzyknęłam.
- Ohh, czyżbyś mówiła to ze zmartwieniem? - Odpowiedział.
- Raczej z nadzieją, że jednak to zrobiłeś. - Rzekłam lekko zdenerwowana.
Włączyłam telewizor i zaczęłam się zastanawiać, czemu Natasha tak długo siedzi u Bena, skoro twierdziła, że idzie tylko na chwilkę, ale w sumie - Benowi przyda się towarzystwo. Parę minut później Bruno wyszedł z łazienki i znowu tak wkurzająco głośno je zamknął.
- Możesz się trochę ogarnąć i ciszej zamykać te zasrane drzwi? - Warknęłam.
- Może mogę, a może nie.
- Nie wkurwiaj mnie, skorzystałeś z naszego kibla, więc zrób chociaż tyle i wychodząc zamknij drzwi normalnie.
Bruno uśmiechnął się i bardzo powoli zaczął zamykać drzwi, jakby miał ich do jutra nie zamknąć. Westchnęłam, po czym dalej zajęłam się oglądaniem telewizji, próbując mu pokazać, że mnie to nie bawi. Kiedy w końcu wyszedł, zaśmiałam się pod nosem. Spojrzałam na zegarek i postanowiłam iść się wykąpać. Zaśmiałam się w duchu, że Natasha ostatecznie wróci od Bena rano.
Pod prysznicem, kiedy użyłam mojego szamponu poczułam, że ma trochę dziwną konsystencję, zapach był w porządku, bo był miodowy. Jednak moje włosy lekko się kleiły, pomyślałam, że gdy go wetrę i opłuczę wodą, będzie w porządku.
Ale nie było. Po wyjściu miałam na głowie jednego wielkiego kołtuna. Tak, dopiero wtedy się zorientowałam, że to nie był mój miodowy szampon, tylko...miód. Oh, a zaraz po tym przyszedł mi na myśl ktoś. BRUNO.
Ubrałam się i wyparowałam z łazienki, trzymająć w rękach butelkę z "szamponem", wyszłam z pokoju i minęłam się z Natashą, którą kompletnie zignorowałam.
- Zapierdolę Cię, Bruno! Otwieraj, albo wsadzę Ci w dupę ten miód, frajerze! - Darłam się, nie zwracając uwagi, że Nat patrzy się na mnie jak na idiotkę i na fakt, że byliśmy w hotelu i generalnie w pokojach byli też inni ludzie.
Drzwi po chwili otworzyły się, a Bruno wyglądał, jakby przed chwilą płakał ze śmiechu.
- O co chodzi? - Wymamrotał, patrząc na moje włosy i wydając stłumiony chichot.
- Ty już kurwa wiesz o co chodzi. - Burknęłam, wyciągając butelkę.
Nie wytrzymał i zaczął się niekontrolowanie śmiać.
- Wybacz, ale nie mogłem się powstrzymać! Ale myślałem, że się zorientujesz, serio, nie moja wina, że dałaś się nabrać. - Mówił, przerywając momentami śmiechem.
- Tak, nie skapnęłam się, bo myślałam, że może dojrzałeś, dasz chociaż tym razem spokój, a przede wszystkim, że nie masz takich debilnych pomysłów, żeby pod pretekstem skorzystania z kibla wlać mi miód do szamponu. Odkupujesz mi go, kłamco. - Powiedziałam, po czym przycisnęłam butelkę tak, że miód wystrzelił na jego koszulę.
- Ooo, a ty niby nie jesteś dziecinna? To było dziecinne! - Zaśmiał się patrząc na swoje ubranie.
- Bo z tobą się nie da inaczej.
- A tak w ogóle to nie kłamałem, serio kibel nam się zapchał. - Wytłumaczył się.
- Co nie zmienia faktu, że zacząłeś wojnę. Aylin nie będzie z Ciebie zadowolona, wiesz?
- Z czego nie będę zadowolona? - Usłyszałam za sobą głos przyjaciółki.
Wiedziałam, że ona nie lubi, kiedy ja i Bruno się kłócimy, a jeszcze bardziej, kiedy robimy sobie dziecinne żarty, wtedy mówi, że ją zawiedliśmy, jest jej przykro i w ogóle, uch.
- Eee, z tego, że Bruno sam nie potrafił naprawić kibla, tylko musiałaś latać po recepcjach. - Powiedziałam na poczekaniu, starając się jakoś wybrnąć z sytuacji.
- Kiepski z niego hydraulik. - Uśmiechnęła się ciepło Aylin. - Nie chcę być wredna, ale co się stało z twoimi włosami?
- Beznadziejny szampon, strasznie plącze włosy. - Starałam się miło uśmiechnąć, ale wiem, że wyszło mi sarkastycznie. - I właśnie chciałam Ci powiedzieć, żebyś go nie kupowała, no ale zastałam tylko Bruna i powiedział mi o tej toalecie... - Przełknęłam głośno ślinę.
- Ah, w porządku. Miło z twojej strony.
Pożegnałam się z przyjaciółką, obróciłam się i ujrzałam Natashę, która cały czas stała z rodziawioną buzią. Spojrzała na mnie marszcząc czoło. Ciężko westchnęłam i wróciłam do pokoju, później jej to wszystko wytłumaczyłam. Myślałam, że może mi przyzna rację, że Bruno to idiota, ale ona tylko śmiała się wniebogłosy. Czy nikt mnie nie rozumie?
Położyłam się spać, spojrzałam w sufit, a po głowie chodziła mi tylko jedna myśl. Zemsta.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego